Filtrowanie wszystkich postów po tagu "bezpieczeństwo finansowe." Wyczyść filtr

Często piszemy tu o tym, że osiągnięcie bezpieczeństwa finansowego to jeden z najważniejszych celów przy układaniu i planowaniu swoich finansów. 

W drodze do osiągnięcia takiego poczucia bezpieczeństwa finansowego zachęcamy do odkładania oszczędności, do budowania odpowiedniego funduszu awaryjnego i jednocześnie przestrzegamy przed inwestowaniem w ryzykowne instrumenty finansowe przed zrobieniem porządku w swoim domowym budżecie.

Tylko czym właściwie jest to bezpieczeństwo finansowe?

  • Brakiem kredytów i długotrwałych zobowiązań?
  • A może tylko małym udziałem rat kredytów w sumie miesięcznych wydatków?
  • Funduszem bezpieczeństwa? Jak dużym – w wysokości wydatków na jeden miesiąc, na trzy, na pół roku, a może na dłużej?
  • Odpowiednią wysokością miesięcznych zarobków?
  • Sumą oszczędności i zainwestowanych środków?
  • Budżet domowy, który się po prostu spina i nie jest powodem do stresu, że „nie starczy do pierwszego”?
  • Zabezpieczeniem finansowym dla rodziny w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń, np. poprzez ubezpieczenie na życie?
  • A może coś jeszcze innego?

Przypuszczamy, że co człowiek to inna definicja. I że każdy ma na myśli inne kwoty, gdy mowa o sumie oszczędności, która daje to poczucie bezpieczeństwa.

Chcemy lepiej zrozumieć Wasze potrzeby i Wasze wartości, którymi kierujecie się zarządzając swoimi domowymi budżetami. Dlatego dzisiaj pytamy Was – czym jest dla Was bezpieczeństwo finansowe? Jaka definicja jest Wam najbliższa?

Dajcie znać w komentarzach! Jeżeli macie ochotę, to poniżej możecie anonimowo podać także mniej-lub-bardziej przybliżone kwoty, którymi operujecie, gdy myślicie o bezpieczeństwie finansowym. Albo, gdy mowa o funduszu bezpieczeństwa, liczbę miesięcy na które środki z takiego funduszu powinny wystarczyć.

Zapraszamy do dyskusji! 

Fot. Flickr / One Way Stock

Rynek usług finansowych jest pełen różnej maści „czarodziejów”, którzy obiecują nam złote góry. Czasem jest to bankier-sprzedawca, który będzie nas zachęcał do zakupu jednostek promowanego funduszu inwestycyjnego, zapewniając o bezpieczeństwie środków i szansie na duże zyski.

Innym razem może to być instytucja finansowa, która staje się niewypłacalna (ostatni przykład: SKOK-i) lub od początku działająca jak piramida finansowa (np. Amber Gold).

Wszystkie te przypadki mają wspólny mianownik – bazują na naszej naiwności, na naszym dążeniu do osiągania jak największych zysków (przez co czasem jesteśmy skłonni zaryzykować więcej niż byśmy powinni) i na tym, że nie doczytamy umowy czy szczególnych warunków oferty.

Jak nie dać się im oskubać? Sprawdźcie nasze rady!

Jeżeli coś jest za dobre, by było prawdziwe…

… to pewnie tak właśnie jest. Inwestycja „bez ryzyka” i „z gwarancją” na kilkanaście procent w skali roku, podczas gdy banki dają co najwyżej 2-3%? Nie ma siły, takie obietnice po prostu muszą zapalać bardzo jasną lampkę ostrzegawczą.

Magiczny sposób na pomnażanie pieniędzy?

Jeżeli strategia inwestycyjna opiera się na jakimś magicznym, niejasnym mechanizmie zarabiania, to lepiej w coś takiego nie wchodzić. Jak Amber Gold mogło w przewidywalny i regularny sposób zarabiać na złocie, skoro kurs złota przecież nie rośnie cały czas? I to jeszcze zarabiać tyle, by pokryć zyski klientów, koszty operacyjne i marketing prowadzony na naprawdę szeroką skalę.

Czytaj umowy!

Czytanie umowy to nudna i trudna czynność. Pod presją sprzedawcy, pod presją innych klientów stojących w kolejce, w pośpiechu…

Nie trzeba każdej umowy podpisywać od razu! Można wziąć do domu. Można poprosić konsultanta o przysłanie wzoru umowy, Ogólnych Warunków Ubezpieczenia i innych istotnych elementów na mail (lub w ostateczności samemu poszukać wzorów na stronie banku czy ubezpieczyciela) i przeczytać na spokojnie.

Jeżeli w grę wchodzą duże pieniądze, to w przypadku wątpliwości warto poradzić się profesjonalisty. To jedna z tych sytuacji, w których nie opłaca się oszczędzać.

Nie inwestuj w to, czego nie rozumiesz

A co jeśli taki klient przeczyta umowę, ale nie zrozumie kluczowych zapisów? Zwłaszcza, że stałą praktyką jest formułowanie umów w taki sposób, by ukrywać ważne z punktu klienta zapisy jak najgłębiej.

Można na to machnąć ręką lub można poprosić o wyjaśnienie. Czasami jedno pytanie może nas dzielić od poważnych strat finansowych.

Myśl krytycznie, sprawdzaj

Przed zainwestowaniem czy ulokowaniem pieniędzy warto odrobić pracę domową i prześwietlić instytucję, której zamierzamy powierzyć nasze oszczędności.

Co wiadomo o tej spółce? Czy jest w jakikolwiek sposób obecna w mediach? Czy może wzięła się dosłownie znikąd zaledwie kilka tygodni temu?

Czy ktoś przed nią ostrzega? Co piszą o niej klienci, jakie są ich opinie? A może któremuś z blogerów finansowych udało się tę firmę (lub konkretną ofertę) prześwietlić?

Warto szukać takich rzeczy. Można się dużo dowiedzieć, a przede wszystkim uzyskać kluczowe informacje do podjęcia ostatecznej decyzji.

A już przede wszystkim przed każdą ważną decyzją finansową warto sobie uświadomić, że nikt nie zadba o nasze pieniądze niż my sami. To na nas leży odpowiedzialność i to my podejmujemy ostateczną decyzję.

Fot. Flickr / cogdogblog

Bezpieczeństwo finansowe to jeden z najistotniejszych celów, do których powinniśmy dążyć zarządzając swoimi osobistymi finansami. Pieniądze nie powinny być źródłem niepokoju, a niespodziewane wydatki nie powinny wywracać naszego budżetu do góry nogami i nie powinny stanowić zagrożenia dla naszej bieżącej płynności finansowej.

Takie poczucie bezpieczeństwa można osiągnąć na kilka sposobów. Na blogu często pisaliśmy o funduszu bezpieczeństwa czy funduszu awaryjnym, czyli o najsolidniejszej poduszce finansowej, którą możemy sobie zapewnić. Ale perspektywa odłożenia oszczędności, które pozwolą przeżyć 6 czy 12 miesięcy bez stałego źródła dochodu, może wydawać się onieśmielająca. Przynajmniej na początku. W końcu chodzi o całkiem duże kwoty.

Ale jest jeszcze inna metoda – i chcemy Wam ją dziś przedstawić. To budżetowanie o miesiąc do przodu.

Rzecz sprowadza się do tego, aby zgromadzić tyle oszczędności, aby przeżyć cały miesiąc bez konieczności sięgania po dochód za ostatni miesiąc. W kolejnym miesiącu wydajemy zaś poprzednią pensję nie sięgając po środki z bieżącej wypłaty.

Czyli mamy trzy kroki:

1. Oszczędzasz równowartość wydatków na 1 miesiąc

2. W nadchodzącym miesiącu swoje wydatki finansujesz wyłącznie z tych środków, swoją bieżącą pensję odkładając na bok

3. W kolejnym miesiącu swoje wydatki finansujesz z pensji, którą odłożyłeś miesiąc wcześniej, bieżącą wypłatę odkładając na bok

Jakie są korzyści?

Przede wszystkim bufor finansowy. Masz teraz oszczędności, po które możesz sięgnąć w nagłych wypadkach. W przypadku utraty stałego źródła dochodu będziesz mieć więcej czasu na znalezienie alternatywy.

Taki bufor finansowy to pierwszy krok do osiągnięcia bezpieczeństwa finansowego i jednocześnie punkt wyjścia dla stworzenia funduszu bezpieczeństwa, o którym wspominaliśmy wcześniej. Wykonanie tego pierwszego kroku jest niezmiernie istotne – z jednej strony zaczniesz aktywnie działać na rzecz poprawy swojej sytuacji finansowej, a także odczujesz realne korzyści jakie daje posiadanie oszczędności na nieprzewidziane wydatki. To działa motywująco i skłania do kolejnych kroków w tym kierunku.

Wzmocnienie nawyku aby nie wydawać więcej niż się zarabia. To jedna z naczelnych zasad finansów osobistych. Ustawiając sobie konkretny cel na dany miesiąc – wydatki w kwocie nie większej niż wysokość poprzedniej wypłaty – przybliżasz się do realizacji tej zasady.

A to prowadzi do kolejnej korzyści – wydając wyłącznie środki z poprzedniej pensji nie będziesz mieć potrzeby finansowania swoich zakupów kredytem. Kredyt konsumpcyjny czy też utrzymywanie (nie mówiąc już o zwiększaniu) zadłużenia w karcie kredytowej to rzeczy, których zdecydowanie powinniśmy unikać, jeżeli chcemy by nasze osobiste finanse wyszły na prostą.

Bieżąca wiedza o wysokości wydatków. Taki cel wymusza też bieżące śledzenie ponoszonych w danym miesiącu wydatków.

No dobrze. Korzyści są w miarę jasne. Ale jak w ogóle dojść do tego momentu, w którym rzeczywiście mamy na koncie te wyjściowe oszczędności, by przeżyć za nie ten pierwszy miesiąc?

Jak zaoszczędzić te pieniądze?

Pierwszym krokiem powinna być staranna analiza własnych wydatków. Tylko wiedząc ile pieniędzy wydajesz miesięcznie będziesz mógł określić ile oszczędności potrzebujesz, by przeżyć jeden typowy miesiąc. Taka analiza własnych finansów ma też szansę ujawnić wydatki, które nie są niczym innym, tylko wyciekami z portfela. Jeżeli przy tej okazji uda Ci się te wycieki zatamować – to tym lepiej!

Do takiego śledzenia i analizy własnych wydatków naturalnie polecamy Kontomierz :).

Stwórz plan. W ile miesięcy chcesz dojść do stanu, w którym ze swoich oszczędności możesz sfinansować cały miesiąc życia? Na podstawie tego założenia określ ile musisz odkładać co miesiąc by w zaplanowanym czasie dojść do finalnej kwoty.

Pamiętaj, że takie „oszczędzanie” to wcale nie tylko odkładanie jakiegoś ułamka swojej pensji co miesiąc, czy stopowanie niepotrzebnych wydatków. Jest też druga strona. Możesz przyśpieszyć proces tworzenia swojego buforu bezpieczeństwa poprzez poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodu czy sprzedaż rzeczy, których już nie potrzebujesz, na Allegro.

Konsekwentnie realizuj swój plan. Dbaj o to, by co miesiąc monitorować swoje postępy.

Fot. Flickr / photosteve101

Co jest lepsze: zakup za gotówkę czy może rozłożenie kosztów na raty? Dziś często możemy natknąć się na oferty rat 0%, które wydają się całkiem kuszącą perspektywą. Przynajmniej z punktu widzenia finansowego.

Jak zatem przedstawia się bilans zysków i strat rat 0% w porównaniu z jednorazowym zakupem za gotówkę?

Koszt psychologiczny a zysk psychologiczny

Choć nieoprocentowane raty mogą nie nieść żadnych dodatkowych kosztów finansowych, to nakładają na nas pewien koszt psychologiczny. W momencie, gdy decydujemy się na zakup ratalny, bierzemy na siebie długoterminowe finansowe zobowiązanie. Mamy do spłaty dług – nie dla każdego będzie to komfortowa sytuacja.

Ale jest też druga strona medalu. Mówiąc o rozkładaniu zakupów na raty nie sposób nie wspomnieć o niezwykle istotnej korzyści psychologicznej (i jednocześnie finansowej) – poczucia bezpieczeństwa wynikającego z większej płynności finansowej.

Na czym to polega? Gdy kupujemy za gotówkę jednorazowo pozbywamy się dużej kwoty z portfela. Tracimy możliwość, by po te pieniądze jeszcze kiedykolwiek sięgnąć, na przykład w jakiejś kryzysowej sytuacji.

W przypadku zakupu ratalnego rzecz ma się inaczej. Na koncie zostaje nam cała kwota, a co miesiąc pozbywamy się tylko 1/24 tej sumy (w przypadku rat na dwa lata). Mamy więc solidny zapas gotówki cały czas pod ręką, na wypadek jakichś nieprzewidzianych sytuacji.

Ważne jednak, by te pieniądze traktować dokładnie na takich samych zasadach jak fundusz awaryjny. Nie finansujemy z nich bieżącej konsumpcji – to środki wyłącznie służące nam do zapewnienia finansowej poduszki bezpieczeństwa.

Mniejsza zdolność kredytowa a lepsza historia kredytowa

Gdy ubiegamy się o kredyt, w jakiejkolwiek formie – gotówkowy, kartę kredytową czy kredyt hipoteczny – w formularzu zawsze znajduje się pytanie o wysokość naszych regularnych miesięcznych zobowiązań wynikających z innych kredytów, czy właśnie rat.

Jeżeli kupiliśmy coś na raty i nadal ten zakup spłacamy, to w takim wniosku kredytowym tę informację należy uwzględnić. I ta informacja ma swoją wagę – zostanie ona uwzględniona przy obliczaniu naszej zdolności kredytowej. A im więcej i im większe są nasze dotychczasowe miesięczne obciążenia, tym mniejsza będzie nasza zdolność kredytowa.

Ale tu znów jest też druga strona medalu, którą należy mieć na uwadze. Bo raty mają nie tylko wyłącznie negatywny wpływ na procedurę ubiegania się o kolejny kredyt. Jest też wpływ zdecydowanie pozytywny – budowanie wiarygodności kredytowej.

Jeżeli robiliśmy zakupy ratalne, a miesięczne płatności zawsze wykonywaliśmy w terminie, to dla banku jest to bardzo ważna informacja. To znak, że jesteśmy wiarygodnymi i rzetelnymi kredytobiorcami.

Osoby, które mają dobrą historię spłacania rat będą przez bank lepiej oceniani niż ci, którzy nigdy w życiu nie mieli żadnej formy zadłużenia.

Jeżeli w ciągu kilku najbliższych lat rozważać ubieganie się o kredyt, na przykład hipoteczny, to warto wziąć pod uwagę rozłożenie niektórych większych zakupów, które miałyby miejsce w międzyczasie, na raty (najlepiej 0%). Wpłynie to później pozytywnie na Twoją ocenę kredytową (oczywiście pod warunkiem regularnych spłat).

Utrata potencjalnych korzyści a oszczędności

Załóżmy, że dokładnie prześwietliliśmy warunki rat 0%. Faktycznie, nie ma żadnych odsetek, żadnych prowizji, czy innych dodatkowych kosztów. Czy oznacza to, że na pewno jest to najbardziej korzystny finansowo wariant?

Nie do końca! Musimy mieć na uwadze jeszcze co najmniej dwie rzeczy.

Po pierwsze, kto ma gotówkę – ten może negocjować.  Niewykluczone, że wykładając pełną kwotę na stół uda nam się przekonać sprzedawcę do udzielenia dodatkowego, kilkuprocentowego rabatu. Przy większych zakupach, a przy takich zazwyczaj rozważamy raty, zdecydowanie warto negocjować.

Po drugie, raty 0% mogą mieć inny ukryty koszt. Nie widzimy go, bo szukamy go w zapisach umowy. A tam faktycznie wszystko gra – żadnych dodatkowych opłat czy prowizji. Ale ten koszt może być zupełnie gdzieś indziej – może być już uwzględniony w cenie produktu, który kupujemy. Sklep, który oferuje rozłożenie ceny na raty 0% może mieć wyższe ceny, niż inny sklep, który takich rat nie oferuje. Zawsze warto porównywać ceny.

To koszty, ale są też zyski. Skoro kupując coś na raty nie pozbywamy się od razu całej kwoty, tylko oddajemy co miesiąc po trochu, to tę resztę możemy wykorzystać do generowania dla nas dodatkowych odsetek.

Jakiego rzędu mogą być to zyski? Niestety, raczej nie mówimy tu o dużych kwotach – ale w budżecie domowym przecież nawet małe oszczędności się liczą.

Załóżmy, że kupujemy coś za 1500 zł i rozkładamy to na raty 0% na dwa lata. Oznacza to, że co miesiąc musimy oddać 62,50 zł. Wkładamy całą tę kwotę na konto oszczędnościowe oprocentowane na 2,5% w skali roku.

Co miesiąc dzieją się trzy rzeczy:

  • od pozostałej kwoty odejmujemy kolejną płatność = 62,50 zł
  • dodajemy odsetki z poprzedniego miesiąca
  • przez kolejne 30 dni naliczamy odsetki od kwoty (kwota początkowa – rata + poprzednie odsetki)

Jaki jest wynik po 24 miesiącach? Odsetki wygenerowały nam dodatkowe 40 zł (uwaga: obliczenia bez uwzględnienia inflacji i podatku od zysków kapitałowych).

Podsumowując: mamy szereg plusów i minusów. Jak zwykle, zalecamy aby wszystkie założenia i obliczenia odnieść dla własnej indywidualnej sytuacji. 

Fot. Flickr / Sean MacEntee

Ogólne Zadbaj o swoje bezpieczeństwo finansowe

  • 26 września 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 5 comment

Nagłe, niespodziewane wydatki prędzej czy później trafią się każdemu. Od najbardziej prozaicznych spraw, jak awaria pralki czy lodówki, po rzeczy wiążące się ze znacznie większymi kosztami, jak chociażby poważna awaria samochodu.

Można się samooszukiwać i wmawiać sobie, że „takie rzeczy mi się nie zdarzają”, można o tym nie myśleć – zgodnie ze strategią „po co martwić się na zapas”. Albo można się na to jakoś przygotować. Bo chociaż te wydatki faktycznie są „niespodziewane”, to można przewidzieć, że taka sytuacja i tak kiedyś nas spotka.

Moim zdaniem (a także zdaniem wielu innych blogerów finansowych) fundusz awaryjny to absolutna podstawa zdrowych finansów domowych. Po prostu – nie można budować bezpieczeństwa finansowego, choćby częściowej niezależności finansowej, nie można skutecznie inwestować w momencie, kiedy domowy budżet może się w każdej chwili rozsypać pod wpływem jakiejś losowej sytuacji.

Zrywać lokaty, zamykać pozycje bo trzeba naprawić samochód? – to nigdy nie jest dobre rozwiązanie.

Jeżeli więc myślisz o oszczędzaniu, inwestowaniu, zarządzaniu własnym budżetem – za swój pierwszy finansowy cel najlepiej obrać właśnie zbudowanie takiego funduszu awaryjnego. Funduszu, dzięki któremu w każdej chwili będziesz mieć dostęp do środków, które w całości lub w części sfinansują nagłe, losowe wydatki lub wspomogą cię np. w sytuacji utraty pracy.

Ile pieniędzy warto mieć w takim funduszu?

Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź, ale ona ci się nie spodoba: na fundusz awaryjny przeznacz tyle pieniędzy, ile potrzebujesz. Nie ma konkretnej kwoty, jednak dobrą zasadą jest by trzymać w zapasie co najmniej kwotę w wysokości twoich trzymiesięcznych wydatków. Wtedy można czuć się już stosunkowo bezpiecznie – drobne awarie sprzętu AGD już nie będą robić na tobie wrażenia, a w przypadku utraty pracy będziesz miał trochę czasu, by poszukać czegoś nowego bez silnej finansowej presji.

Na wysokość funduszu awaryjnego wpływa też masa innych czynników: sytuacja rodzinna, zawodowa, miejsce zamieszkania, wykształcenie, zawód… Innego zabezpieczenie będzie potrzebować ojciec trójki dzieci z małej miejscowości (gdzie trudno o pracę), a innego singiel z dużego miasta.

W każdym razie – kwota trzymiesięcznych wydatków to dobry punkt na start. Stopniowo dokładaj do tego kolejne złotówki do momentu, w którym poczujesz, że taki poziom bezpieczeństwa finansowego ci odpowiada.

Gdzie trzymać te pieniądze?

Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem są konta oszczędnościowe.

W ten sposób możesz stopniowo wpłacać kolejne kwoty (bez konieczności zakładania nowych lokat, które zresztą często mają wysokie kwoty minimalne) i – co najważniejsze – masz łatwy dostęp do pieniędzy.

Nagłe kryzysy finansowe są – cóż – nagłe: najczęściej wymagają szybkich działań. Nie ma wtedy czasu na likwidowanie lokat, sprzedaż akcji i czekanie na zwrot środków na konto. Gdy coś się dzieje, to pieniędzy potrzebujesz „teraz”.

Konta oszczędnościowe dają taką swobodę.  A przy tym nadal można znaleźć takie banki, które oferują oprocentowanie wygrywające – choćby nieznacznie – z inflacją.

Fot. Flickr / Mait Jariado

Ogólne Budżet domowy jak państwo opiekuńcze

  • 14 listopada 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comment

Często można spotkać porównania budżetu państwa z budżetem gospodarstwa domowego. Niezbędnie z komentarzem co by było gdyby jedno przystawić do drugiego i jaka to by była wielka katastrofa.

Bo państwo się zadłuża, roluje te długi, źle wydaje pieniądze, jest nieskuteczne w ściąganiu podatków od tych, od których trzeba, a zamiast tego bezwzględnie ściga pana Henia za złotówkę niedopłaty na ostatnim PIT. I tak dalej.

Właściwie wszystko to podsumowuje ten obrazek:

Polska jak gospodarstwo domowe

W takim porównaniu nie wygląda to dobrze!

Ale żeby nie było tak negatywnie – spróbujmy odwrócić sytuację. Czyli zaprojektować modelowy budżet domowy - zapewniający podstawowe potrzeby bez konieczności finansowania bieżących wydatków kredytem. 

Budżet zadaniowy

Aby jak najefektywniej adresować środki trzeba postawić przed sobą konkretne cele. Jest kilka grup wydatków, które warto uwzględnić w swoim budżecie – dokładnie wiedząc na co te pieniądze przeznaczamy.

Tak jak kraj powinien zapewnić swoim obywatelom bezpieczeństwo, dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej, podobne zadania stoją przed domowym budżetem. Oczywiście - na dalece mniejszą skalę.

Zdrowie

Oszczędzając pieniądze czy po prostu tworząc ciasny budżet domowy łatwo jest oszczędzić na zdrowiu. Bo przecież zawsze znajdzie się tańsze jedzenie. Można rzadziej robić sobie badania profilaktyczne. Lub leczyć się tylko domowymi metodami.

Takie przekonania są oczywiście błędne, bo – jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało – zdrowie jest najważniejsze. I nie powinno się na nim oszczędzać.

Dlatego budżet domowy powinien być skrojony tak, by wszystkie zdrowotne potrzeby zostały zaspokojone na pierwszym miejscu.

Edukacja

Nowoczesne państwa stawiają na edukację. Bo to rozwój, innowacyjność – a w efekcie większa konkurencyjność i wyższe zarobki. Na poziomie indywidualnego budżetu może to działać podobnie.

Jeśli więc odłożyłeś swój pierwszy tysiąc i zastanawiasz się w co zainwestować na giełdzie – lepiej zainwestuj we własną edukację. Kursy, szkolenia, książki, różne źródła w Internecie – warto uzbroić się w niezbędną wiedzę zanim zaczniesz inwestować.

Bezpieczeństwo

Państwo powinno zapewnić Ci bezpieczeństwo. Twój budżet domowy też. Tyle, że oczywiście nie chodzi o to, by odłożyć pieniądze na wynajęcie jakiegoś biura ochrony. Rzecz w bezpieczeństwie finansowym.

Jeżeli jeszcze nie masz funduszu bezpieczeństwa, to zacznij go budować. Środki, które pozwolą Ci normalnie żyć w sytuacji jakiejś finansowej katastrofy (np. strata pracy), to podstawa zdrowych finansów osobistych.

To są pieniądze, którymi sfinansujesz też inne niespodziewane wydatki (np. naprawa samochodu, drogie leki) – bez konieczności finansowania całości kredytem. Zwłaszcza, że niespodziewane wydatki, są najczęściej nagłymi wydatkami – wymagającymi dosypania pieniędzy natychmiast. A czasy kredytów w 5 minut już się skończyły.

Taka poduszka finansowa pozwala na naprawdę spokojny sen.

W ramach bezpieczeństwa można też – w zależności od potrzeb – pomyśleć o jakimś ubezpieczeniu.

Fundusz emerytalny

Państwo powinno też zapewnić emeryturę, pozwalającą na życie na poziomie co najmniej bliskim dotychczasowemu. Niestety, coraz częściej pojawiają się sygnały, że nasze państwo będzie miało z tym poważne problemy.

Dlatego obowiązek odkładania na emeryturę obciąża nasz domowy budżet.

Warto zacząć jak najszybciej – im później, tym więcej trzeba odkładać miesięcznie, by uzyskać podobny efekt.

Bieżące utrzymanie

Mając już odłożone pieniądze na te wszystkie socjalne dobrodziejstwa nie można zapominać o bieżącym utrzymaniu. Prąd, ciepło, woda, mieszkanie, raty kredytów, paliwo, jedzenie, rozrywka…

Bieżących wydatków też zbiera się całkiem dużo. Ale lepiej ich nie finansować kosztem zdrowia, jakości życia na emeryturze, czy bezpieczeństwa finansowego. Można za to pomyśleć o oszczędzaniu ciepła, czy oszczędzaniu energii

Czy projektując swój miesięczny budżet bierzecie te wszystkie rzeczy pod uwagę? Czy może z czegoś można dziś zrezygnować?

Fot. Flickr / Matt Biddulph; Źródło ilustracji.

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.